Mieszkacy Polesia i Pińska do 1939 r.

Kończy się I Wojna Światowa. Powstają nowe państwa. Suwerenność uzyskują  m.in. Czechosłowacja, Belgia, Austria, Polska. Udaje się to również Finlandii i krajom bałtyckim. Podjęto też starania o stworzenie samodzielnego państwa białoruskiego. Roman Skirmuntt, jako przewodniczący Białoruskiego Komitetu Narodowego w Piotrogrodzie prowadził rozmowy z Tymczasowym Rządem o uzyskanie niepodległości przez Białoruś. Od 25 marca do 12 lipca 1917 r. stał na czele Białoruskiego Komitetu Narodowego. Był współorganizatorem  i drugim przewodniczącym Komitetu Wykonawczego Pierwszego Kongresu Wszechbiałoruskiego w Mińsku. Od lipca 1918 przez 2 miesiące był drugim premierem Białoruskiej Republiki Ludowej. Niestety, bolszewicy wchłonęli tę Republikę.

Podczas wojny polsko-bolszewickiej Roman Skirmuntt, stanął po stronie polskiej. Wrócił do rodzinnego majątku w Porzeczu. Popierał wydawnictwa białoruskie m. in. gazetę "Nasza Niwa". Rodzina Skirmunttów poniosła tak wielkie straty podczas tej wojny, że już nie mogła odbudować swojej dawnej przemysłowej potęgi.

O niepodległą Białoruś walczy także słynny z awanturnictwa gen. St. Bułak-Bałachowicz. Pomimo rozejmu w Rydze (12.10.1920 r.), wkracza  na czele 20 000 armii na tereny Białorusi zajęte przez bolszewików i 10 listopada 1920 r. zdobywa Mozyrz, ogłasza niepodległość Białorusi, powołuje rząd Republiki Białoruskiej. Ofensywa bolszewicka zmusza go do odwrotu. W dniu  28 listopada 1920 r. z tzw. Ochotniczą Sprzymierzoną Armią wraca do Polski. Armia zostaje internowana, a generała nie przyjęto do Wojska Polskiego.

Jest to ostatni akcent tej wojny na Polesiu.

Znowu pojawiają się tu nowi ludzie. Przybyli z Wojskiem Polskim, dumni, że przyczynili się do powrotu Polesia do Polski po wielu latach zaboru.

Oprócz zwykłych osadników zamieszkał na Polesiu sir Adrian Carton de Wiart. Arystokrata, generał broni, szef brytyjskiej misji wojskowej w Polsce w latach 1919-1924. Po jej zakończeniu otrzymał w darze od swego adiutanta, księcia Karola Radziwiłła, leśniczówkę Prostyń. Mieszkał w niej do 1939 r.


Obrońcom Kresów Wschodnich 1919

Natomiast zwykli osadnicy, to żołnierze, ochotnicy nagrodzeni ziemią za wojenny, nieraz bohaterski, trud. Osadnictwo miało zagospodarować nadwyżki niewykwalifikowanej siły roboczej, wzmocnić polskość oraz obronność na Kresach. Ci, którzy mieli stosowne wykształcenie, zostawali urzędnikami, policjantami, pracownikami poczty. Wielu było zatrudnionych w leśnictwie.

W 1921 r Pińsk ma już 23 497 mieszkańców i jest stolicą największego województwa w Polsce. Pierwszy wojewoda poleski urzęduje w Brześciu, ponieważ po działaniach wojennych Pińsk nie posiada odpowiedniej infrastruktury. Poleskie województwo liczy wtedy ok. miliona ludności, 40 000 km2  powierzchni, 750 km szos. Cały obszar to: 16% nieużytków, 36% lasów, ok. 20% łąk i pastwisk - co też jest liczbą płynną, uzależnioną od stanu wody. Natomiast użytków rolnych jest zaledwie 18%. Po przeliczeniu liczby mieszkańców przypadających na zdatny do uprawy grunt otrzymujemy liczby wskazujące na "głód ziemi". Tym bardziej, że jeszcze w 1931 r. 65% gospodarstw rolnych to gospodarstwa poniżej 7 ha, w tym ziemi ornej i ogrodów nie więcej niż 4 ha. Biorąc pod uwagę, że poleska ziemia jest licha, było to za mało do utrzymania rodziny. Dlatego obce osadnictwo rolne wśród  miejscowych wywoływało słuszną niezgodę.

Rzeczywistość poleska jest taka, że w 1921 roku na wsi nie umie czytać ani pisać 66,9% mężczyzn i aż 88,5% kobiet. Po 10 latach na wsi analfabetów mężczyzn jest 53,9%, a kobiet 71,4%. Analfabetyzm w miastach w 1921 roku wynosił ogółem 37,7%, a w 1931 r. już tylko 16,1% mieszkańców.

W sierpniu 1921 r. w Pińsku wybucha pożar. Miasto ponosi dotkliwe straty. Spalona została  trzecia część miasta, uszkodzona synagoga, pofranciszkański kościół i dzwonnica, gimnazjum żeńskie. Formalna stolica województwa zostaje przeniesiona do Brześcia, a Pińsk od tej pory jest miastem powiatowym. Ponownie miasto musi odradzać się ze zgliszcz.

Znaczenie Pińska i Polesia dla II Rzeczpospolitej było nie do przecenienia ze względu na obronność wschodnich granic oraz zapobieganie antypolskim ruchom komunistycznym i nacjonalistycznym.

Przeciętny mieszkaniec poleskiej wsi nie utożsamiał się z narodowością ukraińską, ani z białoruską, a tym bardziej polską. Był tutejszy. Dlatego władze polskie starają się izolować wpływy ukraińskie i białoruskie na Polesiu i pomóc Poleszukom poczuć się prawdziwymi polskimi obywatelami. Według spisu z 1931 r. w woj. poleskim wciąż ponad 707 tys. osób (62,4%) deklarowało jako język narodowy  język "tutejszy".

Szlachta, nawet zaściankowa, choć częściowo zrusyfikowana, była ostoją polskości, łatwiej włączała się w życie odrodzonego państwa. Sama jednak, mimo ubóstwa, nie bratała się z włościanami (np. nie zawierano mieszanych małżeństw, nawet nie brano udziału we wspólnych zabawach itp.). Polacy na Polesiu organizowali się głównie wśród własnych społeczności, chociaż władze oczekiwały większej emanacji polskości na Poleszuków.

Kościół katolicki na wsi miał wtedy małe znaczenie. Większość (70% w całym województwie) była prawosławna. Próbowano nie dopuścić do tego, by cerkiew zależna od Moskwy, zdominowana przez rosyjski kler, inspirowała antypolskie i antypaństwowe postawy. W latach trzydziestych, gdzie to było możliwe, język rosyjski w cerkwi zamieniano na polski, a tam, gdzie go nie rozumiano -  na "tutejszy".

Granica z ZSRR, na Polesiu była chroniona przez Korpus Ochrony Pogranicza.  Bagienne tereny były jednak nie do upilnowania. Często dochodziło do dywersji, napadów nawet tak zuchwałych jak np. na pociąg, którym podróżował wojewoda poleski St. Downarowicz i komendant okręgowy Mięsowicz.

Duże znaczenie obronne miała Pińska Flotylla Rzeczna. Patrolowała m.in. drogi wodne. Nauczyciele, osoby z kręgów dobroczynnych ciężko pracowali wśród  wiejskich Poleszuków, próbując nieść im oświatę, zachęcić nowymi metodami gospodarzenia. Starano się na miarę młodego państwa znaleźć pieniądze na wykupienie i zmeliorowanie nieużytków, żeby je przekazać małorolnym. W ten sposób powstawały nowe chutory, zwiększał się areał uprawnej ziemi.

Były sukcesy, ale był też dziwny opór. Ludzie, którzy przyjechali tu z zachodnich części Polski nie mogli pojąć "posępności" Poleszuka i tego, że nie przyjmują ich pracy z radością.

Pamięć Poleszuka była inna niż chłopów w pozostałych częściach Polski. Gdzieś tam w swoich śpiewach, opowieściach, bajdach przechował się, stymulowany przez rosyjską propagandę, obraz  Polaka, pana, który gnębił Poleszuków pańszczyzną, daremszczyzną. A oto car batiuszka uwolnił ich od "pańskiego gniotu". Szczodrze obdarzył kawałkiem ziemi. Uwłaszczenie dla Poleszuka, było zwycięstwem dobrego ruskiego cara nad panem Polakiem, zwycięstwo cara oswobodziciela, cara mużyków.

Dwory pańskie podupadały pozbawione darmowych robotników. Chaty wiejskich  Poleszuków za to budowano już nie kurne, a przestronniejsze, ozdobne ikonami ubranymi w wyszywane ręczniki. W polu stały ich snopki, na łące ich stogi siana. Wystrojone dziewczyny z chłopakami na łódkach po rzece czy jeziorze pięknymi glosami o zmierzchu do nocy śpiewały pieśni. Była w nich i miłość, i tęsknota, i zaduma, wspomnienia dawnych dziejów. Pieśń po wodzie niosła się daleko i zwoływała z sąsiednich wiosek młodych ludzi na łódkach. W tym zawodzącym śpiewie przy gwiezdnej nocy, jasnym księżycu, w echu, odbitym od puszczy był głos dawnych Drewlan, Dregowiczów... a może i nuta z pradawnych obrzędów. Lud prosty i niepiśmienny nieświadomie przechowywał gdzieś tam głęboko w duszy dziedzictwo przodków przez wieki. Teraz melancholijnym śpiewem na środku wody tę spuściznę poleską  wyrażał.

Na Polesie do 1925 r. wraca ok. 250 tys. repatriantów z Rosji. Niektórzy z nich skomunizowani, podejmują działalność antypaństwową. Dlatego Korpus Ochrony Pogranicza otrzymuje specjalne uprawnienia. Do połowy 1925 są zlikwidowane dywersyjne ruchy zbrojne, kierowane przez Międzynarodówkę komunistyczną i oficjalne czynniki sowieckie.

Poleszuk, z natury spokojny, powolny, jest poddawany działaniom różnych partii i agentur komunizujących, w celu zrewolucjonizowania go. Hasła Komunistycznej Partii Zachodniej Białorusi o dążeniu do wyzwolenia pracującego ludu białoruskiego spod ucisku Polaków szczególnie trafiały do poleskiej młodzieży. Głównym apelem propagandowym organizacji komunistycznych na Polesiu było "wyrzucenie polskich okupantów i przyłączenie ziem zachodnio-białoruskich i zachodnio-ukraińskich do wolnych republik sowieckich" (Polesie w polityce rządów II Rzeczpospolitej). Natomiast starsi Poleszucy, widząc uspokojenie po wojennym chaosie, byli raczej lojalni wobec zarządzeń nowej władzy.

Od połowy 1925 r. następuje komunistyczna dywersja, tym razem polityczna. Przykładem jest akcja Makiwki Stepana (mandat poselski z listy Bloku Mniejszości Narodowych). Wiosną 1926 r. za pośrednictwem Komunistycznej Partii (bolszewików) na Ukrainie załatwia dostawę z Sowieckiej Ukrainy na adres Okręgowego Komitetu Ukraińskiego Zjednoczenia Socjalistycznego - Związek Włościański w Kobryniu paru wagonów jęczmienia i owsa dla  rzekomo głodujących poleskich włościan. Zboże to zostało częściowo sprzedane po bardzo niskich cenach a nawet rozdane darmo członkom i sympatykom partii oraz włościanom, którzy zapisali się do partii. Pieniądze ze sprzedaży przeznaczono na pomoc więźniom politycznym. Akcja ta zrobiła wielkie wrażenie i zjednała wielu zwolenników  przyłączenia Polesia do ZSRR.

Białoruska Włościańsko-Robotnicza Hromada była pierwszą legalną organizacją, kierowaną przez komunistów do prowadzenia dywersji politycznej na Polesiu. W kwietniu 1926 r. w Pińsku założyła oddział wileńskiego Białoruskiego Banku Spółdzielczego, zasilanego funduszami III Międzynarodówki. Łatwość uzyskania w nim kredytu i niesłabnąca agitacja przysporzyła wielu zwolenników. Sekretarz Hromady przekształcił komórki Komunistycznej Partii Zachodniej Białorusi w hurtki Białoruskiej Włościańsko-Robotniczej Hromady i realizował w nich dyrektywy III zjazdu Komunistycznej Partii Polski i III konferencji Komunistycznej Partii Zachodniej Białorusi.

Zarządzona przez władze centralne 15.01.1927 r. likwidacja organizacji komunistycznych spowodowała rozwiązanie Hromady, a jej niedobitki oraz członkowie Komunistycznej Partii Białorusi w kołach Towarzystwa Szkoły Białoruskiej, pod osłoną działalności kulturalno-oświatowej, nadal kontynuowały dzieło komunistycznego ruchu narodowowyzwoleńczego. Z czasem na mniejszą skalę, ponieważ byli wypierani przez działania Ukraińskiego Włościańsko-Robotniczego Zjednoczenia Socjalistycznego.

Wielu dawnych działaczy Hromady za swoją działalność polityczną zostało aresztowanych i skazanych na więzienie. W drodze wymiany więźniów politycznych z ZSRR, niektórzy z nich wyjechali do Mińska lub Moskwy. Tam większość zginęła z rąk stalinowców pod zarzutem szpiegostwa lub działalności kontrrewolucyjnej.

W 1932 roku władze państwowe podejmują się oczyszczenia Towarzystwa Szkoły Białoruskiej z elementów komunizujących i komunistycznych. Na 51 kół Towarzystwa Szkoły Białoruskiej 18 zostało rozwiązanych pod przymusem, pozostałe uległy samolikwidacji.

Dla Poleszuka Pińsk był niezwykłym miejscem. Był nie tylko stolicą regionu, ale i najdostojniejszą stolicą świata, który niestety ograniczał się zasięgiem jego łódki "duszegubki", albo furki o wiklinowych bokach, zaprzężonej w krępego niedużego konika. Od dawien z daleka nieraz widział łuny pożarów, z ukrycia obserwował wojska idące na Pińsk i wracające. Nieufny, maruderów i obcych z cicha dobijał. Tak całe wieki bronił swojej rodziny przed próbującymi się schronić koło jego domostwa różnymi uciekinierami z wojska, niewoli, więzienia i innymi przybłędami. Teraz pieszo, chłopską furmanką, łodzią, podążał tu na jarmark, do urzędu, na odpust.

Panorama Pinska. 1931 r.

Miasto powoli wychodziło z upadku. Powstawały nowe domy mieszkalne i budynki użyteczności publicznej. Odbudowano dworzec kolejowy, stopniowo są uruchamiane kolejne fabryki, zakłady rzemieślnicze, wybudowano Sąd Okręgowy, Bank Polski, kolonię urzędniczą, most na Pinie. W Pińsku stacjonuje garnizon piechoty i marynarki wojennej.

Przed Pałacem Biskupim

12 września 1925 r. biskup Zygmunt Łoziński do świeżo odnowionego klasztoru pofranciszkańskiego przenosi z Nowogródka Wyższe Seminarium Duchowne. A 28 października 1925 r. Papież Pius XI powołuje nową diecezję pińską.  Jej pierwszym biskupem zostaje bp Zygmunt Łoziński. Konstancja Skitmuntt oddaje swój pałac na siedzibę biskupstwa, zatrzymując sobie dożywotnio tylko jedno skrzydło.

Biskupstwo prawosławne funkcjonuje od 1919 r.

Pińsk staje się miastem marynarzy i kleryków. Jednak naprawdę, jak większość miast i miasteczek poleskich, zdominowany jest przez Żydów. W połowie lat trzydziestych ma ponad trzydzieści tysięcy mieszkańców, a tylko ok. 7 200 osób w domu używa języka polskiego. Mieszkają tu również Niemcy, Białorusini, Ormianie. Niewielka liczba Rosjan, to głównie inteligencja.

Statek na Horyniu

Już nie jest rzecznym portem dla dwóch mórz, ale wciąż jest miastem handlowym. Słynie z targów, a potem z Jarmarku Poleskiego. Transport rzeczny jest wypierany przez kolej. Zresztą oba kanały wymagają remontu i inwestycji.

Natomiast dobrze się ma "komunikacja parostatkowa", obsługująca 9 linii wycieczkowych. Np. trasa Pińsk - Łuck ma długość 300 km: 40 godzin w górę rzek Strumień i Styr, 30 godzin powrót. Albo przepiękna poleska trasa Pińsk - Telechany: 82 km. Po drodze są małe hoteliki, restauracje, a dla wycieczek noclegi w szkołach, remizach strażackich. Na statkach nieraz gra orkiestra i można tańczyć na pokładzie.

Na przystani znajdowała się wypożyczalnia kajaków, łodzi, łódek motorowych.

Była też i przystań szkolna ze schroniskiem na 40 miejsc (opłata 20 gr) oraz ośrodek sportów wodnych (kajaki, łodzie, żaglówki). Obok zbudowano pływalnię z podnoszoną drewnianą podłogą, by mogła służyć do nauki pływania. Taki piński wynalazek. Zimą była ślizgawką z wypożyczalnią łyżew i nart, ogrzewaną szatnią. Grała orkiestra.

Nenufary dla dziewczyny

Przedwojenne przewodniki zalecają wycieczki raczej parostatkiem, ponieważ jest wyższy i widać więcej niż tylko przybrzeżne szuwary. Ale tylko z cicho płynącego kajaka można zobaczyć przeróżne wodne ptactwo, podpłynąć do kolonii czapli, przez płytkie kanały zarośnięte grążelami i nenufarami dotrzeć do miejsca, gdzie tutejszym ukazuje się rycerz w złotej zbroi, którego kiedyś trzęsawisko wciągnęło wraz z koniem. Tylko tak można powiosłować wśród zatopionych drzew olchowego lasu i z garncem miodu, kupionym gdzieś na chutorze, wrócić do Pińska z daleka podziwiając panoramę tego miasta położonego na wyższym brzegu Piny.

W niedzielę po kościele obowiązkowe były odwiedziny cukierni Gregorowicza, a bez względu na wyznanie, spacer główną ulicą Kościuszki (po Gazie) i bulwarem nad Piną.

Przed pińską katedrą

Mieszkaniec Pińska czuje się w pewnym stopniu nobilitowany przez to, że jest pińczaninem. Dlatego stara się ładnie wyglądać. Już gimnazjalistki noszą jedwabne pończoszki i pantofelki. Panie bardzo dbają o elegancję swych ubiorów, kapeluszy, fryzur. Panowie od nich nie odstają. I tak wystrojeni gremialnie odwiedzają... fotografów. Tym zawodem trudnią się głównie Żydzi i bardzo starają się, by ich klienci wyglądali na zdjęciach dostojnie, starannie ich ustawiając, kunsztownie dobierając tła i rekwizyty do fotografii. W Galerii pozowane zdjęcia są od Katza później Gulmana, Czertoka.

Miasto ma więcej atrakcji. Np. dwa kinoteatry, teatry, teatrzyki, świetlice. W Pińsku wydawanych jest 20 tytułów gazet w języku jidysz, hebrajskim i polskim. Biblioteki, czytelnie, księgarnie i oczywiście sklepy i sklepiki, żydowskie kramy ze wszelakim dobrem. Jest kilka banków.

Mnóstwo drobnych knajpek, do których chodzi się np. na  wyborne karasie. W innych podaje się liny, albo szczupaki wg firmowego przepisu.

Państwo Kunowie w Pińsku 1938 r.

Dla gości jest 13 hoteli. Najnowocześniejszy, to hotel Angielski (w każdym pokoju znajduje się telefon). Inne mają równie wyszukane nazwy: Europejski, Warszawski, Wenecja, Paris, Szwajcaria itp. W mieście znajduje się też kilka stacji benzynowych - jedna nawet w rynku. Naprawy samochodów są wykonywane w warsztatach Wojskowej Flotylli Pińskiej

Katolicy oprócz katedry mają znowu kościół jezuicki, kościół pw. Karola Boromeusza i malutki drewniany kościółek na cmentarzu. Prawosławni - drewnianą kaplicę cmentarną oraz dwie cerkwie w budynkach pokościelnych. Natomiast dumą Żydów (ok. 70% mieszkańców Pińska) była Wielka Synagoga, która wielokrotnie płonęła razem z Pińskiem i za każdym razem z nim była odbudowywana. A oprócz niej było ok. 40 mniejszych synagog i domów modlitewnych.

Największym zainteresowaniem przyjezdnych, turystów i tutejszych w Pińsku cieszył się targ z łódek nad Piną i dalej pod górkę, obok kolegium aż do rynku - duże targowisko z pawilonami, halą na nabiał, z mięsnymi jatkami. Tu było wszystko czym było bogate Polesie. Gęsi, kury, kaczki, indyczki, w klatkach wieprzki, kózki na sznurku, siano, wiązki trzcin. A ryby - świeżutkie, prosto z wody. Coś dla amatorów szczupaka w galarecie - to  nawleczone pod skrzelami na łozowej witce rybki, po bokach od małych do większych, a na środku dwu lub trzykilogramowy szczupak. Po drodze gliniane garnki, garnuszki, kubeczki, gąsiory. A dalej stoją dzieże, cebry, szafliki, balie. Wszystko z drewna: łyżki, tłuczki, stołki, etażerki i jeszcze szczotki, pędzle, miotły. Koszy całe stosy - z wikliny, łyka, łubianki. Wszystkiego nie można wyliczyć - bo to i ziarna, grochy, fasole, a przecież i warzywa, owoce, miody, oleje, zimą żurawiny i na drągu - wędzone wiuny. Między towarem tłum ludzi oglądających, spacerujących, popychających się, targujących się, przekomarzających i swarzących się.

Targ z łódek nad Piną


W tym miejscu trzeba wspomnieć jak Poleszuk przeklinał. O, nie - to nie są wulgaryzmy, to są prawdziwe przekleństwa, prawie klątwy, w najlepszym wypadku cały potok  złych życzeń. "Kab ciabie małanaka papała" - na początek, a potem: żebyś jutrzejszego dnia nie doczekał, żebyś sparszywiał, żebyś owrzodział, żebyś się zadławił, żebyś przepadł, żeby cię biesy po lesie wodziły, budź proklatyj ... i w zależności od potrzeby co raz bardziej kwieciście. A na koniec - "chaj ciabie chaleria....".

Na targu są wszyscy - całe Polesie, w swoich strojach, zwyczajach, mowach. Tu dopiero widać jak różnorodny jest ten kraj, jak ludzie różnią się mową, mimo że są tutejsi. Przy zakupach jest rzeczą ważną zapytać skąd pochodzi sprzedający, a nawet o nazwisko. Inaczej się targuje ze zwykłym chłopem, inaczej ze szlachcicem. Kobiety dobrze wiedzą, w której wsi podrabiają śmietanę, albo są mniej schludne, gdzie najlepszy miód, a u kogo będzie taniej. Jak ktoś niedaleko mieszka, to po towar można się umówić i nie w targowy dzień. Cały tumult przeciska się stopniowo na rynek, gdzie pod murem kościelnym czekają żebracy, "dziedy" też chyba z całego Polesia.

To nie wszystko. Jeszcze jest targ, na którym się handluje bydłem, końmi.  Gapi nie brakuje a i kupców, zaglądających szkapom w zęby.

W tych miejscach ludzie z różnych okolic się poznają, przyglądają sobie, a mieszkańcy miasta, szczególnie ci nowi, dopiero tutaj widzą, jakie jest te Polesie, jaki kraj stał się ich małą ojczyzną.

W 1931 r. Polesie liczy 113 988 osób narodowości żydowskiej  tj. 11% ogółu mieszkańców.  Skupiają w swoich rękach 80%  jednostek handlowych, rzemieślniczych i przemysłowych. 100% handlu obwoźnego jest w rękach żydowskich. Są niezwykle aktywni. Wywierają duży wpływ na życie gospodarcze w mieście i na wsi. Również w innych dziedzinach wpływy ich są znaczne i często, niestety, wywrotowe.

Zgrupowani są w kilkunastu partiach, bardzo licznych stowarzyszeniach, zjednoczeniach kulturalno-oświatowych, kobiecych, sportowych, rzemieślniczych itp. Jednym z najstarszych żydowskich partyjnych stronnictw jest  Bund z młodzieżówką Cukunft. Na zwoływanych przez tę partię obchodach pierwszomajowych frekwencja w Pińsku sięga 500 osób młodzieży i robotników. Najwybitniejszym jej przedstawicielem jest tu Aron-Judel Szlalzman. Cukunft chętnie współpracuje z młodzieżą komunistyczną. (Polesie w polityce rządów II Rzeczpospolitej).

Rosyjska kolonia (1931 r. - 16 346 osób, tj. 1,4% mieszkańców Polesia) jest zorganizowana m.in. w Rosyjskim Zjednoczeniu Narodowym, Rosyjskim Towarzystwie Dobroczynności. Oto jedno z haseł wyborczych z 1928 r. RZN w Polsce : "Szkoła rosyjska i obowiązkowa nauka języka rosyjskiego w polskich szkołach państwowych na Kresach Wschodnich". (Polesie w polityce rządów II Rzeczpospolitej)

Wydawana była prasa rosyjska ale też i prasa w języku rosyjskim np. " Krasnoje Znamia" (Czerwony Sztandar), będąca organem Polskiej Partii Socjalistycznej. Była to na ogół bibuła propagandowa. Niektóre gazety rosyjskie były tak agresywne i szowinistyczne np. "Pod niebom Polesja", że pińscy drukarze odmawiali ich drukowania.

W referacie Wydziału Bezpieczeństwa Urzędu Wojewódzkiego Poleskiego z 27.04.1933 r. opisany jest epizod z działalności Związku Wolnego Kozactwa. Otóż jesienią 1931 r. przybywa do Pińska niejaki Dziewała  Bek-Babiejew, podający się za byłego atamana kozaków kubańskich. Werbuje kilku Rosjan, przeważnie byłych kozaków-emigrantów i w marcu 1932 r. zakłada "stanicę" wolnego kozactwa w Pińsku. Uzyskuje na to subwencję w kwocie 2 250 franków szwajcarskich od Gallatiego, wysokiego komisarza Ligi Narodów do spraw emigrantów rosyjskich w Polsce. Kwota ta została roztrwoniona przez atamana i członków zarządu stanicy. Władze bezpieczeństwa wszczęły przeciw atamanowi Bek-Babiejewowi dochodzenie karne, zakazując, jako cudzoziemcowi, pobytu w Polsce. Ten jednak aresztowania uniknął, podobno wyjeżdżając z Pińska do Warszawy po dalszą zapomogę. "Stanica" kozacka rozpadła się, a jej członkowie złożyli oświadczenie, że zostali wprowadzeni w błąd przez aferzystę Bek-Babajewa.

Druga połowa lat trzydziestych jest okresem szybszego rozwoju Polesia. Wiadomo już było, jakie popełniono błędy i co jest najbardziej pilne. Trwa melioracja, budowa dróg, szkolnictwo staje się powszechne. Nawet z wtórnym analfabetyzmem walczy się choćby poprzez dokształcanie poborowych, udostępnienie książek w świetlicach i bibliotekach daleko na wsiach.

Pod koniec lat trzydziestych robi się niespokojnie. Listopadowa (1938 r.) noc kryształowa w Niemczech powoduje niepokój wśród Żydów. Również niektórzy pińscy Żydzi, gonieni złymi przeczuciami, opuszczają Europę. Zajęcie przez Niemców Czech w marcu 1939, w Pińsku Żydzi oprotestowują zamknięciem na kilka godzin swoich kramów.

Część firm już wycofuje się z Polski, w tym z Pińska. Mobilizacja, ćwiczenia i manewry wojska, służb cywilnych i paramilitarnych - wszystko wskazuje na zbliżającą się wojnę.

W Pińsku pojawia się coraz więcej obcych ludzi. Rozmawiają z chłopami na targu, kręcą się po kramach. Obiecują, że władze radziecka po przyłączeniu Polesia do ZSRR zabierze panom ziemię i odda ją chłopom. Cała ziemia w ręce chłopów! Fabryki - robotnikom!

Niby niektórzy przekraczali po kryjomu wschodnią granicę i widzieli biedę kołchozową, rozmawiali z ludźmi, którzy uciekli z ZSRR przed rozkułaczeniem i kolektywizacją, ale mimo wszystko wielu z nich uważało za rządową propagandę polskie informacje o głodzie np. na Ukrainie, gdzie są najżyźniejsze ziemie, o biedzie w miastach ZSRR.

1 września 1939 r. wybucha wojna. W Pińsku zaczyna się 9 września niemieckim nalotem. Jeden z samolotów został zestrzelony przez obronę przeciwlotniczą, a załoga wzięta do niewoli. Szkody były niewielkie.